środa, 17 sierpnia 2011

Słoneczniki - dzieci słońca




Rósł w polu, samotnie, na ziemi jałowej,
w milczącej zadumie pochylał swą głowę,
do słońca wyciągał stęsknione ramiona,
choć nieraz ich zieleń kroplami zroszona.

Lecz kiedyś z czułością ujęły go dłonie
zwyczajnej dziewczyny, też ciepła spragnionej,
twarz smutną, pożółkłą uniosła do góry,
pozwolił się zerwać, wbrew prawom natury.

Ziarenko po ziarnku oddawał jej duszę,
słoneczne jestestwo, nabrzmiałe od wzruszeń,
tak pragnął połączyć w pieszczocie namiętnej,
aż w końcu korona została, nic więcej.

Niedbale rzucony usychał powoli,
przed żarem palącym próbując się bronić,
coż z tego, że dobre zerwały go ręce,
zapomniał, naiwniak, gdzie głowa, gdzie serce.

A jednak nie poszła na marne ofiara,
choć chłopak niejeden ogromnie się starał,
gdy szczęście i radość jej oczy rozświetli,
w bezkresnym lazurze zobaczysz...słonecznik.

4 komentarze:

Kasia pisze...

lubię słoneczniki

a mój średniak się ich boi, bo są wyższe od niego :)
jak idziemy na działkę, przechodzimy obok wysokich słoneczników (fakt, są wyższe nawet ode mnie ;))
i wtedy on zerka na nie ukradkiem i biegiem opuszcza to miejsce :D
komicznie to wygląda, ponieważ zawsze na początku idzie wyprostowany i powtarza, że się już ich nie boi, a potem ten sam scenariusz od zeszłych wakacji :)

Karina pisze...

śliczne sloneczko;)ładny wiersz;)pozdrawiam ciepło;)

Anonimowy pisze...

Tak pieknego blogu jak Pani blog jeszcze nie widzialam.Jestem nim tak zauroczona ze nawet koniem mnie stad nie odciagna...Istny raj dla oczu...i duszy.Moje klimaty!Po prostu brak mi slow...Pozdrawiam.Nonka

mm pisze...

moj piekny sloneczik

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails
Wystąpił błąd w tym gadżecie.